Tym razem pojechaliśmy pociągiem z rowerami do Goczałkowic. Razem z nami była też dwójka całkiem młodych kolarzy. Jechaliśmy w dziesiątkę, więc rowery zajmowały całkiem dużo miejsca.Wysiedliśmy w Goczałkowicach Zdroju ….za wyjątkiem jednego plecaczka z dokumentami, telefonem, pieniędzmi i jedzeniem na wycieczkę, który pojechał samotnie dalej, do Katowic.Mimo pięknej pogody trochę trudności sprawiał nam przejazd groblą między stawami z powodu kałuż i błota po ostatnich deszczach.Dopiero droga po tamie Jeziora Goczałkowickiego pozwalała na pełną swobodę poruszania się.Leśny postój na końcu tamy.Miejsce na drobną biesiadę znaleźliśmy dopiero w Goczałkowicach jadąc w kierunku Pszczyny.Stamtąd już niedaleko do przystanku kolejowego na którym wsiedliśmy w drogę powrotną, witając się z wielkim aplauzem z plecaczkiem dostarczonym przez obsługę pociągu.
Tym razem pojechaliśmy z rowerami do Zwardonia w składzie sześcioosobowym. Ilość rowerów w pociągu sprawiała nieco problemów.Wsiadamy na rowery i jedziemy w górę.Dość stromo. Mieliśmy do pokonania ponad 100 metrów przewyższenia.Pierwszy krótki odpoczynek przy starym, nieczynnym schronisku PTTK.Już na szczycie. Odpoczynek przy Pensjonacie Na Beskidku.A dalej już tylko z górki. Zjeżdżamy do Soli.Po drodze piękne widoki.W Soli zatrzymaliśmy się w tężni solankowej.Skorzystaliśmy z uprzejmości właściciela tężni, który szczegółowo poopowiadał nam o składzie i szczególnych właściwościach leczniczych tamtejszej wody solankowej.Potem ciągle w dół, zjechaliśmy do Rajczy, a stamtąd już ścieżkami rowerowymi powrót do Żywca. W sumie przejechaliśmy ponad 40 km.